Zdarzają się w życiu człowieka historie, które trzeba opowiedzieć, ku przestrodze potomnych, czasem są to ciekawe obserwacje, a czasem okazje na...
Blog > Komentarze do wpisu

świadek w polskim sądzie

świadek w polskim sądzie

Nie każdy wie jak to wygląda, gdybym miał użyć jednego słowa: TRAGEDIA.

Kilka słów ode mnie, bo czasem można się zdziwić. 

WEZWANIE ŚWIADKA

Kiedy przychodzi wezwanie, trzeba się stawić, bo wiadomo - grożą karami, doprowadzeniem przez policję, etc... Choćby Ci się wydawało, że nie masz nic do powiedzenia - dostałeś wezwanie - nie masz nic do powiedzenia i musisz jechać. A więc jadę, wchodzę i dowiaduje się, że pani sędzina pojechała sobie na urlop i sprawa odwołana.

Ups - jakoś nikomu nie przyszło do durnej, żeby odpowiednio urlopy zaplanować i nie ustalać terminu rozprawy, ewentualnie poinformować zainteresowanych, że się nie odbędzie. 

Czy moim zakichanym obowiązkiem jest też dzwonić i dowiadywać się, czy łaskawie ktoś mnie poinformuje, czy się rozprawa odbędzie czy nie? 

Wychodzi na to że tak. 

ZWROT KOSZTÓW DOJAZDU ŚWIADKA 

 Każdemu świadkowi przysługuje zwrot kosztów dojazdu na sprawę. Oskarżonemu - co oczywiste - już nie. A więc odnajduje właściwy pokój, wypełniam druczek, że przyjechałem swoim prywatnym samochodem, a miła pani mówi na to, że zwracają wg ceny biletu w busie/autobusie czy innym środku komunikacji, wg wersji najtańszej. Na szczęście musiałem dojechać tylko nieco ponad 20 km w jedną stronę, więc jestem tylko troszkę tratny w pełnieniu obowiązków obywatelskich.

No bo bus ok 8-9zł, a mnie paliwo wyniosło ok. 10-12zł. Nie dołożyłem, więc dużo.

Tylko rodzi się pytanie co w sytuacji, kiedy musiałbym dojechać na sprawę 350km??

Koszt - pociągu to ok. 50zł w jedną stronę wg tego co na szybko sprawdziłem, czas podróży średnio 8godzin.

Koszt samochodu - u mnie -  przy oszczędnej jeździe (bardzo) to ok. 80zł, 5godzin jazdy.

Wszystko delikatnie liczone - pełnienie obowiązków obywatelskich - do tego pod przymusem - bo weź się nie staw - kosztuje i to czasem nie mało. 

Stracony czas, dzień w pracy etc... tego nawet nie próbuje liczyć. Jak to mówią jak chcesz liczyć, to licz na siebie. 

ROZPRAWA - A KIM PAN JEST? 

Kolejna rozprawa.

Wezwany jadę na godzinę 13.10. Pani sędzina jak gdyby nigdy nic przychodzi sobie na godzinę 13.30. Wzywają wszystkich w sprawie, wchodzimy we 3 osoby (obwiniony i 2 świadków).  Tak jak dokładnie pisało na tablicy elektronicznej przed salą.

Pani się pyta - przepraszam - Wysoki Sąd(kilkakrotnie o to warczała na mnie): Kim pan jest? 

Zatkało mnie. Mówię dostałem wezwanie jako świadek to przyjechałem.

Czy ona w ogóle wiedziała gdzie była, po co i co robiła?

 

ŚWIADEK = ZGNÓJ GO  

Kiedy się już przedstawiliśmy i sędzina trochę oprzytomniała, świadkowie zostali wyproszeni. Posiedziałem chwilę na ławeczce i poszedłem do łazienki. Po minucie wracam i widzę, że pierwszy świadek już wszedł.

W końcu wzywają na salę.

- A gdzie to pan łazi? - prawie wrzeszczy na mnie sędzina. Zatkało mnie i pytam:

- Słucham?

- Gdzie pan łazi?  - słysze tym samym tonem.

Zdębiałem i mówię:

- Nie rozumiem? 

- Głuchy pan? Gdzie pan przed chwilą był jak pana wzywałam?

 - W łazience. Chyba mam do tego prawo?

Zapomniałem się zapytać, gdzie ona łaziła o 13.10 jak się rozprawa miała zacząć, a my na nią czekaliśmy. 

Potem nastąpiła seria pytań, jakbym był bandytą, oskarżonym, a nie świadkiem, który do tego gówno ma do powiedznenia w tej sprawie. Kiedy już skończyły się pytania etc... pytam czy już jestem wolny i mogę iść. Wysoki Sąd zabłysnął humorem:

- Tak, nie zamykamy pana. 

 

ZWROT KOSZTÓW DOJAZDU CZ. 2.

Standardowo idę po zwrot kosztów dojazdu. W końcu się należy, a co. Zawsze to na papierosy prawie będzie. Podążam znanym szlakiem, wchodze, wypełniam druczek i... mam pecha. Spóźniłem się kilka minut i kasa już nieczynna.

Miła pani mówi, że w takim przypadku prześlą mi pieniądze przekazem pocztowym.
Pytam się czy nie mogą na konto, przecież taniej będzie przelew niż przekaz. 
No jeśli zna pan numer to proszę podać, bo faktycznie, na poczcie płacimy za przekaz 6,5zł.
W myślach złapałem się za głowę.

Pierdolone sądy. Zero organizacji, tolerancji, ograniczania kosztów swoich i ludzi. Jak zaczynałem tak kończę - TRAGEDIA.

środa, 20 lipca 2011, lysiutki